"Uroczystości pogrzebowe" - Gazeta Krakowska - 19 IV 2010

Tłum wypełnia chodnik po obu stronach ulicy Grodzkiej i miejsca przy barierkach pod Wawelem. Ciszę co kilka minut przerywają sygnały samochodów, którymi przejeżdżają delegacje gości z zagranicy. Konwój odprowadza wzrokiem jeden ze snajperów, stojących za filarami zamkowych balkonów.

Od strony ulicy Stradomskiej nadciągają długimi kolumnami członkowie orkiestry L'estate Armonico, wawelski chór Psalmodia i chór Papieskiej Akademii Teologicznej. Połączone zespoły zagrają w wawelskiej katedrze podczas ceremonii.

W nieprzebranym tłumie najbardziej w oczy rzucają się strażacy. Jedni stoją z flagami w tłumie, pozostali - wraz z przedstawicielami innych służb mundurowych - pełnią służbę, pilnując porządku i bezpieczeństwa. Najbarwniej prezentują się strażacy-ochotnicy z Podhala, ubrani w góralskie stroje. - Chcemy pokazać to, co mamy w sercu - smutek, ogromny żal - mówi Krzysztof Kluś, zastępca naczelnika jednostki OSP Zakopane-Olcza. Do Krakowa przyjechali trzema autokarami - z parafianami, przedstawicielami Związku Podhalan i uczniami. Pod Wawelem byli już o 9 rano.

– Nie poszliśmy na Rynek, bo chcemy być jak najbliżej pary prezydenckiej w ich ostatniej drodze - dodaje Kluś. Obok Podhalan stoją członkowie Związku Strzeleckiego. - Wczoraj byliśmy na uroczystościach w Warszawie. Do Krakowa dotarliśmy o 3 w nocy. Przenocowali nas ojcowie albertyni. Spaliśmy bardzo krótko, bo już od godziny 9 pomagamy policji pilnować porządku - mówi Maciej Jastrzębski z Poznania. - To nie tylko służba, ale przede wszystkim przeżycie, które zostanie w naszej pamięci już na zawsze - dodaje.

Z kolei wzdłuż ulicy Grodzkiej pełno jest harcerzy. Pełnią służbę informacyjną. Mają też za zadanie obsypać trumny z ciałami pary prezydenckiej biało-czerwonymi goździkami.

– Są tu prawie wszyscy harcerze z Małopolski. W sumie chyba z 1200 osób - mówi druhna z Krakowa Magda Boczkowska. - Wczoraj pełniliśmy wartę przy krzyżu katyńskim. Teraz pomagamy ludziom i ratownikom medycznym - dodaje stojąca obok druhna Karolina Kundycka. - Obecność w tym miejscu to nasz obowiązek, ale nie narzucony, tylko taki płynący z serca . Tu pisze się historia naszego kraju - dodaje jej siostra bliźniaczka, Ela Kundycka.

Stojący w okolicy kościoła św. Idziego z niecierpliwością czekają aż kondukt żałobny wyruszy z bazyliki Mariackiej. Ożywiają się, kiedy przemyka przed nimi w eskorcie policji i samochodów BOR limuzyna prezydenta Rosji. Niektóre osoby nie wytrzymują wyczekiwania. Starsza kobieta mdleje. Szybko zostaje jej udzielona pomoc. Karetka wjeżdża też na Stradomską. Tam również ktoś zasłabł.

Gazeta Krakowska
19 kwietnia 2010